Film Sally Potter „The Party” to krótki, 71-minutowy, ostry, zabawny szok filmowy. Niczym komediowa sala rysunkowa, której gra, w czasie rzeczywistym zjawia się z elegancją, kierując nas do śmiechu przy napisach końcowych.

Tytułowe „Przyjęcie” to tragikomedia Sally Potter-pisarki, która stworzyła upiorną funkcję społeczną. Kryje się w niej burżuazja, jak i nienazwana partia opozycji politycznej, przez której szeregi kroczy walka kruchej życia Janet Kristin i Scotta Thomasa.

Janet jest nowo mianowanym ministrem zdrowia, idealistą karierowiczem, która wierzy w „prawdę i pojednanie”, zamiast krzyczeć, uderzać i gryźć. Jednak w trakcie samotnego wieczoru, jej lewicujący towarzysze zwrócą się wzajemnie w coraz większe szaleństwo. Rzeczywiście, kiedy pierwszy raz spotykamy Janet, wskazuje bronią na kamerę jako zwiastun tego, co ma przyjść w krótkiej satyrycznej miłości Sally Potter, czyli polityce i spalonych vol-au-ventach.

Obraz rozgrywa się w ekskluzywnej londyńskiej kamienicy, w której stylowo nosząca się Janet przygotowuje przekąski, a jednocześnie przyjmuje gratulację przez telefon. Dla jej przyjaciół jest „gwiazdą”, która „wygląda jak dziewczyna, myśli jak mężczyzna”. Janet ma również cichego wielbiciela, którego teksty dodadzą pikanterii. W pokoju dziennym posępny mąż Janet (Timothy Spall) opiekuje się kieliszkiem czerwonego wina. Zdaje sobie sprawę, że jest teraz po prostu przeznaczonym do nieszczęśliwej wędrówki mężczyzną za swoją silniejszą żoną. Wkrótce goście zaczynają przybywać. Wszyscy chwalą Janet, ale każdy przynosi swój bagaż żółci i goryczy.

Pierwszy film Sally Potter od 2012 roku (Ginger & Rosa), The Party to imponująco szczupły romans, nakręcony w jednym miejscu z kilkoma dodatkami i bez kłopotów. Potter patrzy na Chekhova, Albee i Buñuela jako inspirację, obok takich brytyjskich klasyków z lat 60., jak „Saturday Night and Sunday Morning” Karela Reisza i „The L-Shaped Room” Bryana Forbesa. Czarno-białe zdjęcia Alekseia Rodionowa przypominają styl retro, chociaż łatwość, z jaką jego kamera tańczy walca wokół obsady, nadaje nutę nowoczesności, przypominając płynną poezję filmu Potter z 2004 roku „Tak”. Taniec zawsze był kluczem do twórczości Potter (nie tylko w „Lekcji Tanga”). W międzyczasie kolekcja winylowa Billa zapewnia kontrapunktyczny akompaniament.

Potter nie powinna być postrzegana jako kolejny reżyser komediowy. Ostre rysy humoru przebiegają przez jej twarz, sięgając jej adaptacji Virginii Woolf z 1992 roku. Tak jak kiedyś Mike Leigh żartował, że chce tylko rozśmieszać ludzi, Potter zawsze pracowała z krzywym uśmiechem. „The Party”, to historia o psim wyglądzie z kanibalistycznym ukąszeniem.