Po raz siedemnasty za sprawą tego wydarzenia stolica Dolnego Śląska stała się istnym centrum filmowym, do którego przybyli prawdziwi miłośnicy kina. Zastanawiające, dlaczego tego typu imprezy stale zyskują na popularności i odbijają się coraz głośniejszym echem w mediach.

T-Mobile Nowe Horyzonty to prawdziwe święto kinomanów. W tym roku wyświetlono 200 filmów z ponad 50 krajów, z czego 38 filmów miało swoje polskie, a 4 światowe premiery. Twórcy tych produkcji to mieszanka wybuchowa, parada specyficznych wizji świata, które pragną ujrzeć światło dzienne. To zarówno uznani twórcy, jak i młode pokolenie filmowców, które otwarcie eksperymentuje, oferuje świeże spojrzenie, łamie tabu i nie boi się wychodzić poza sztywne ramy. Jak się okazuje zdolność (może należałoby to nazwać odwagą do) łamania zasad pozwala wzbudzać niezwykle silne emocje, wywoływać skrajne opinie i inicjować w ten sposób żywą dyskusję. Ostatecznie o to przecież chodzi. Festiwalowe obrazy mają nas poruszyć, skłonić do refleksji, a jeśli trzeba to też oburzyć. Organizatorzy T-Mobile Nowych Horyzontów mają tego pełną świadomość, dlatego dobierając kolejne filmy szukają prekursorów lub przynajmniej ludzi, którym udało się spojrzeć na codzienne sprawy w niecodzienny sposób.

Festiwal można traktować również jako swego rodzaju lustro bieżących problemów, nie tylko tych małych, prywatnych, ale też tych wielkich, międzynarodowych. W tym roku przez kolejne festiwalowe filmy przewijał się wątek kryzysu uchodźcy. Nie da się ukryć, że jest to palący temat w dzisiejszym życiu politycznym, społecznym, ale i osobistym. Uwagę widzów skierowano też na przeżycia własne jednostki. Uznanie zdobył film „Mięso” Julii Ducournau, w którym za sprawą ewolucji głównej bohaterki dostrzegamy swoistą manifestację wszelako rozumianej niezależności. Innym niezwykłym tytułem na tegorocznych Nowych Horyzontach okazał się film Davida Lowery’ego „A Ghost Story”. Opowiada on o tym, czego doświadczył duch zmarłego, widząc świat bez swego w nim udziału. Intrygujące.

Wielkim wygranym T-Mobile Nowych Horyzontów okrzyknięto „Western” w reżyserii Valeski Grisebach. Film otrzymał nagrodę Grand Prix oraz prestiżową nagrodę FIPRESCI. Wyróżnienie z kolei otrzymał Hlynur Pálmason, reżyser filmu „Zimowi bracia” oraz film „Wszystkie miasta Północy” w reżyserii Danego Komljena. Publiczność przyznała nagrodę produkcji pt. „Photon” w reżyserii Normana Leto. Doceniono też „Serce miłości” Łukasza Rondudy, a także „Obraz niemożliwy” Sandry Wollner.

Festiwalowy repertuar dobrano w taki sposób, by zaspokoił wszelkie filmowe gusta. Organizatorzy przygotowali też inne atrakcje, takie jak wystawa „Diego i Frida” ze zdjęciami z czasów Fridy Kahlo i Diego Rivery czy scena muzyczna. Rozbrzmiał na niej koncert legendy hip-hopu – Ishmaela Butterfly’a Butlera. Poza nim zagrali też polscy artyści, m.in. Emade Tworzywo, Fisz, Jacek Sienkiewicz i grupa Mitch&Mitch, a także DJ Lag z południowej Afryki.

Choć do kolejnej edycji T-Mobile Nowe Horyzonty jeszcze sporo czasu, miłośnicy kinematografii mogą wziąć udział w innym ciekawym festiwalu – American Film Festiwal. W programie są 93 filmy (w tym 56 premier) z czego dyrektorka artystyczna festiwalu, Urszula Śniegowska rekomenduje m.in. częściowo animowany musical „Chi-rag”, komedie pomyłek „Po godzinach”, mroczny „The Naked Kiss”, a także kontrowersyjny film dokumentalny „Titicut Follies”. Rangę wydarzenia podnoszą niebanalni goście: Rosanna Arquette, John Carroll Lynch, Jody Lee Lipes.

Suche fakty za nami. Pozostaje pytanie „Czy warto brać udział w festiwalach filmowych i dlaczego?”. Zdecydowanie tak. Gwarantują one niebywałą atmosferę i liczne towarzystwo osób, dla których film to coś więcej niż prosta rozrywka. Tylko tam bilety rozchodzą się z prędkością światła, a widownia pozostaje w pełni uważna od pierwszej do ostatniej minuty projekcji. Najważniejsze jest jednak to, że festiwal filmowy to często jedyna możliwość obejrzenia danej produkcji na kinowym ekranie. Często są to obrazy z pobocznych sekcji przeróżnych festiwali, które nie mają szans na szeroką dystrybucję.