Święta Bożego Narodzenia zbliżają się już wielkimi krokami. Pora zacząć myśleć nad listą prezentów. Jeśli masz wśród swoich bliskich osoby, które dorastały w latach 90. ubiegłego wieku, mamy dla ciebie pomysł, jak sprawić im ogromną przyjemność. „Tamagotchi” od duetu Coals różni się nieco od, wirtualnego zwierzątka w plastikowym jajku, aczkolwiek poziom nostalgii jest równie wielki.

Coals to młody duet ze Śląska, w którego skład wchodzą Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski. Po zaledwie pół roku istnienia grupa została zaproszona na OFF Festival, podczas którego Kasia i Łukasz m.in. otwierali pierwszą w Polsce videosesję dla legendarnej stacji KEXP. W ostatnich miesiącach zespół regularnie występuje na zagranicznych festiwalach (Positivus Festival, Reeperbahn Festival, LOFTAS, Tune In Tel Aviv, BUSH Budapest czy MENT Ljubljana). W listopadzie 2016 Coals wystąpili także na Iceland Airwaves w Reykjaviku, gdzie nagrali przy okazji drugą sesję dla KEXP w słynnym Kex Hostel.

Wokalistka i autorka tekstów, a także części kompozycji to dzieło Katarzyny Kowalczyk. Śpiewa od piętnastego roku życia, ośmielona przez nauczycielkę muzyki. Umie też grać na gitarze, maluje i fotografuje. Coals to jej pierwszy poważny zespół. Kompozytor, klawiszowiec, gitarzysta i producent to Łukasz Rozmysłowski. Najpierw uczył się grać na pianinie, później, zafascynowany folkiem i youtube’owymi coverami znanych piosenek, sięgnął po gitarę akustyczną, ukulele i harmonijkę ustną. Już przed powstaniem Coals tworzył własną muzykę (pod nazwą Coast Range).

Spotkali się na egzaminach do Szkoły Filmowej w Katowicach. Zespół powstał w czerwcu 2014 roku, gdy Kowalczyk odezwała się do Rozmysłowskiego z zamiarem nagrania jednego utworu. Po opublikowaniu w internecie pierwszych nagrań - tym najstarszym jest „Night Train” – byli porównywani do The Dumplings, którzy właśnie wiosną 2014 roku wydali debiutancki album. Z Coals łączy ich pochodzenie ze śląskiej aglomeracji i – zdaniem dziennikarzy – melancholijny nastrój elektronicznych piosenek. Od tamtej pory wokalistka zdążyła zaśpiewać na płycie Daniela Spaleniaka. Razem z Łukaszem powołują się na inspiracje Sigur Ros, Maanamem, ale też Spooky Black i innymi, bardziej jeszcze soulowymi i hiphopowymi artystami. Zupełnie zaskakującym punktem odniesienia zdaje się grupa Księżyc, o której wspominała Kowalczyk. Lekkość i zmysłowość, to główne cechy nowego albumu. Tymczasem na każdym kroku czujemy nostalgie. Może właśnie stąd nazwa „Tamagotchi”. Co tak właściwie skrywa się pod LP śląskiego duetu? Jest to z pewnością solidny produkt muzyczny z mocnym charakterem. Od początku mamy do czynienia z rozpoznawalnym stylem Coals, czyli melancholią z domieszką elektronicznego brzmienia. Choć w tym przypadku możemy raczej mówić o grupie dźwięków skąpanych w elektronicznej pianie. Delikatny głos Katarzyny, to liryczny akcent w produkcji Łukasza, który bez kompromisów łączy szeroki wachlarz muzycznych efektów. Słychać to w „East Streets”, gdzie obok równego basu natrafiamy na początek burzy. Pozorny słuchacz, czyli osoba, która nigdy nie spotkała się ze stylem Coals, może odnieść wrażenie, że album jest prostolinijny i nudny. Jak mawia klasyk „Diabeł tkwi w szczegółach”. To właśnie muzyczne niuanse stanowią o sile albumu „Tamagotchi”.