Solowy album wokalisty „The Black Keys” jest mało związany z jego dotychczasowymi staraniami, ale mimo to wyraża fetyszyzm z duszą retro. To przypadkowe w wykonaniu i skomplikowane w konstrukcji.

Auerbach przeniósł się z rodzimego Akron, Ohio do Nashville w 2010 roku, gdzie od tego czasu nadzorował by „The Black Keys” stało się jednym z największych, najbardziej zapracowanych zespołów rockowych w Ameryce. Teraz, wygodnie przytwierdzony do swojego studia Easy Eye Sound, Auerbach mógł zająć się tworzeniem solowego projektu "Waiting on a Song". Album zawiera korzeniowo-rockowy dream team, w skład, którego wchodzą takie postacie jak John Prine, Duane Eddy, Mark Knopfler, Luke Dick, Michael Heeney czy David Ferguson. Zgodnie z tradycją „muzycznego miasta”, pisanie piosenek do albumu było traktowane jako praca z ustalonym harmonogramem.

Rezultatem jest album, który ma bardzo niewielki związek z dotychczasowymi staraniami Auerbacha, ale mimo to wyczuwamy fetyszyzm z retro-duszą. Niezależnie od tego, czy był to jego solowy debiut z 2009 roku „Keep It Hid”, to zewnętrzne dokonania Auerbacha miały na sobie ślady „The Black Keys”. Album „Waiting for a song”, mógł być jego pierwszą płytą bez kropli bluesa. Auerbach stworzył mniej surowy, bardziej melodyjny rejestr świata country, soul, folk i power pop.

Na otwarciu albumu, Dan Auerbach przedstawia nam piosenkę o tym, że chce „napisać piosenkę”. Wokalista odwołuje się do starego mitu, który mówi o tym, że często warto po prostu przestać próbować i poczekać na to co ma być - "Utwory nie rosną na drzewach / Musisz je oderwać od wiatru", śpiewa w "Waiting on a Song". Końcowy wynik jest ostatecznie dowodem na wielki paradoks śpiewu. W utworach słyszymy ogrom pracy, który ma dać wrażenie brzmienia bez wysiłku.

Chociaż "Waiting on a Song" jest nietypowe w wykonaniu, jest niezwykle skomplikowany w budowie. Czasem album wydaje się mniej podobny do tradycyjnej wizytówki ze studia Auerbacha. Niestety, "Waiting on a Song" również zdradza ograniczenia jego fabryki muzyki. Niesamowite wykonanie muzyczne sprawia, że teksty mają charakter drugorzędny, bezosobowy.

Nawet jeśli wyraźnie nie śpiewa bluesa, Auerbach nadal świetnie czaruje. Album to opowieści o niebezpiecznych kobietach, życiowych przegranych, grzeszkach i przyjaźni, której nic nie ruszy. Podobno „Waiting for a song”, to dzieło, na które czekał całe życie. A może mógł jeszcze trochę?