Poznaliśmy ostatnich artystów, którzy dołączyli do składu tegorocznego festiwal Soundrive. W gdańskim klubie B90 zobaczymy m.in. Beach Fossils, Nadia Rose, AJ Tracey i Nite Jewel. Impreza odbędzie się w dniach 31 sierpnia – 2 września.

Beach Fossils

W 2013 roku album „Clash the Truth” Beach Fossils wspiął się na czterdzieste miejsce notowań Independent Albums, ale wbrew prognozom, trio nie poszło za ciosem i wyraźnie obniżyło swoją aktywność. Przypomnieli o sobie w 2016 roku za sprawą serialu „Vinyl” stworzonego przez Martina Scorsese oraz Micka Jaggera. Lee Renaldo (muzyk Sonic Youth) kompletował wówczas fikcyjną grupę The Nasty Bits na potrzeby fabuły i zamiast angażować aktorów, których trzeba byłoby uczyć scenicznego obycia, zwrócił się właśnie do Beach Fossils. Wprawdzie liderem tymczasowo został James Jagger (syn Micka), a od zespołu wymagano raczej koncertowych szaleństw niż faktycznej gry na instrumentach, jednak nazwa brooklyńskiej grupy ponownie była na ustach wszystkich fanów muzyki alternatywnej. 2 czerwca 2017 wreszcie doczekaliśmy się premierowego materiału. Album „Somersault” zachwycił krytyków - według serwisu Pitchfork Dustin Payseur (lider Beach Fossils) opublikował na nim jedne ze swoich najlepszych kompozycji, z kolei w recenzji The Line of Best Fit podkreślano dojrzałość kompozycji przy niezmiennie delikatnym, „sypialnianym” nastroju. Niemal każdy zgodnie podkreśla, że to jak dotąd najlepsze wydawnictwo grupy.

Nadia Rose

Trzy lata temu Nadia Rose trudziła się przyjmowaniem zakładów w jednym z punktów w południowym Londynie, ale pewnego dnia powiedziała: „Dosyć” i postawiła wszystko na jedną kartę - zrealizowanie życiowego marzenia o tworzeniu muzyki. Ruch nie aż tak absurdalny, jak mogłoby się wydawać. Rose miała właściwe wzorce rodzinne, chwilę wcześniej w bardzo podobny sposób sukces osiągnął jej kuzyn Stormzy, dzisiaj czołowa postać grime’u. „Musicie tego posłuchać, ale upewnijcie się, że w pobliżu jest gaśnica - ten album bez dwóch zdań dorównuje swojej nazwie” - można przeczytać w recenzji debiutanckiego „Highly Flammable” na portalu Exclaim!. Kolejne sukcesy spadły na Rose bardzo szybko, zarejestrowała przebojowe „Crank It (Woah!)” z duetem Kideko & George Kwali współpracującym z niemal legendarnym Ministry of Sound, a ostatnio wystąpiła wraz z Carą Delevingne (aktorką znaną z między innymi „Suicide Squad” czy „Valerian i miasto tysiąca planet”) w reklamie kosmetyków Rimmel London. Wiele wskazuje więc na to, że koncert podczas Soundrive Festival może być jedną z ostatnich okazji, aby zobaczyć Nadię Rosę na żywo w tak kameralnej przestrzeni.

AJ Tracey

Dzisiaj chyba żaden inny gatunek muzyczny nie kojarzy się z Londynem tak bardzo, jak grime. Są w nim elementy hip-hopu, rave’u, a nawet garażowego, rockowego grania, czyli wszystkiego, czym od lat 70. stolica Anglii nieustannie się żywi. Także na tej młodej scenie musiało jednak dojść do zmiany pokoleniowej, a jednym z jej najciekawszych głosów jest dwudziestotrzyletni AJ Tracey. Kariera producenta szybko nabrała rozpędu także za oceanem, zwłaszcza dzięki remiksowi utworu „Be Somebody” Clams Casino, przy którym współpracował z A$AP Rockym. Tracey pochodzi z muzycznej rodziny, pierwsze utwory pisał już w wieku sześciu lat, a jego wczesnymi inspiracjami byli raper Nas oraz... Linkin Park. W 2017 ukaże się jego debiutancki album, a on sam podkreśla, ze to, co dotąd usłyszeliśmy jest „najniżej zawieszoną poprzeczką. Wszystko następne będzie tylko lepsze”.

Nite Jewel

Najnowszy album Ramony Gonzalez, znanej lepiej jako Nite Jewel, to piękny ukłon w kierunku muzyki lat 90., a najsilniejszą inspiracją są tu czołowe przedstawicielki amerykańskiego R’n’B z tamtego okresu, na przykład Janet Jackson czy Aaliyah. „Real High” to drugi album Gonzalez w ciągu ostatnich dwóch lat, ale głód artystki jest zrozumiały - wcześniej przez cztery lata wojna z dawną wytwórnią uniemożliwiała jej publikowanie nowych utworów, których nieustannie przybywało i jeżeli wierzyć zapowiedziom, starczy ich jeszcze na dwa kolejne krążki. Czwarty album Nite Jewel zaraz po premierze został uznany za najciekawszy w jej dorobku przez portale Pitchfork, Drowned in Sound, Mixmag i wiele innych. Magazyn Paste podniósł nawet w kontekście „Real High” temat różnic między muzyką alternatywną a mainstreamem, które coraz częściej nie mają nic wspólnego z samym brzmieniem, a więcej z pozamuzyczną otoczką. Jedno jest pewne, gdyby Gonzalez tworzyła dwadzieścia lat temu, słuchałby jej cały świat.

Brutus

Nie ma dzisiaj głośniejszego tria w Belgii i to w sensie dosłownym. Brutus rozpoczynało działalność jako cover band Refused, ale szybko przekształciło się w autorski post-hardcore’owy projekt, którego cechą szczególną jest Stefanie Mannaerts - niezwykle utalentowana, żywiołowa perkusistka jednocześnie wyciskająca wszystko ze swojego zestawu bębnów i zdzierająca gardło w emocjonalnych, poruszających utworach. „Burst”, debiutancki album Belgów, zbiera wyłącznie pozytywne recenzje i to nie tylko w prasie muzycznej, zachwycili się nim także dziennikarze serwisu Nerdist poświęconego... nerdom. Zapowiadali: „Brutus jest skazano na to, aby być następną wielką rzeczą”. Album pierwotnie ukazał się nakładem maleńkiej Hassle Records, lecz jego moc szybko przekonała włodarzy Sargent House (wydawnictwa Chelsea Wolfe, Wovenhand, Russian Circles i wielu innych), którzy w czerwcu umożliwili zakup materiału niemal na całym globie.

Kweku Collins

Twórczość Kweku Collinsa najłatwiej opisać jako hip-hop, ale nie oddawałoby to w pełni jej unikalnego charakteru. Muzyk ma słabość zarówno do melodyjnego rapu, jak i do poezji, a jego odstawanie od gatunkowych kanonów portal Pitchfork opisał jako wolność, jakiej niewielu może dzisiaj doświadczyć. Collins mieszka w Chicago, jednym z najniebezpieczniejszych miast w Stanach Zjednoczonych, a jednak słuchanie jego twórczości wywołuje wyłącznie pozytywne doznania. Być może wynika to z tego, że wszystkie swoje utwory nagrywa, produkuje i miksuje samodzielnie w sypialni swojego mieszkania. Dwudziestoletni wielbiciel deskorolki podbił już niejedno serce, a według serwisu Drowned in Sound „Collins jest młody, a jednak już potrafi stworzyć więź ze słuchaczem, jakiej wielu doświadczonych raperów nigdy nie nawiązało”. Zapomnijcie więc o wszystkim, co dotąd kojarzyło się wam z hip-hopem i poznajcie jego najświeższe oblicze.

K-X-P

Jedna z najdziwniejszych grup, jakie usłyszycie w Finlandii. K-X-P to ezoteryczny space rock z elementami elektroniki, krautrocka, noise’u, popowych melodii, a nawet techno bitów, którego styl w dużym skrócie określany jest jako dark disco. Nietypowy jest także skład zespołu - tworzą go zaledwie trzy osoby, a jednak na scenie obecne są aż dwa zestawy perkusyjne. Koncerty to najmocniejsza strona zespołu z Helsinek, są efektownymi widowiskami pełnymi świetlnych rozbłysków i mrocznych mantr odgrywanych niemalże w ciemności. Timo Kaukolampi, lider K-X-P, wytworzył na potrzeby swojego zespołu specyficzne alter ego łączące - według jego słów - „szalonego, okultystycznego wielebnego; nauczyciela jogi, Johna Lydona, Freddiego Marcury’ego i Roba Halforda”. Jedyne czego możecie więc oczekiwać, to wiele zaskoczeń. „Są tak wyraźnym przeciwieństwem wszelkich muzycznych bzdur, że mogą okazać się Nirvaną thrash metalu” - przekonywał redaktor portalu Noisey, z kolei w serwisie Pitchfork można było przeczytać: „Uchwycili energię klasycznego Slayer, Entombed i punk metalu w stylu Suicidal Tendencies, ale trudno uciec wrażeniu, że jednocześnie wychwalają te zespoły i nabijają się z nich”. Spoglądając na ekstremalnie stereotypowe logo Oozing Wound, można by pomyśleć, że każde z tych słów jest prawdziwe, niemniej sam zespół uważa, że niewiele mają wspólnego z thrashem. „Mamy metalowe momenty, ale nie mamy żadnych solówek, gramy w kółko jeden i ten sam riff ” - skomentowali w charakterystyczny dla siebie, żartobliwy sposób. Ich twórczość nie jest jednak wygłupem, album „Whatever Forever” zgarnął wysokie noty od tak różnych portali, jak Angry Metal Guy, The Line of Best Fit czy Pop Matters.

Stef Hura

„Gdyby Lebowski był kobietą, a w dodatku zapragnąłby nagrać album, brzmiałby jak Stef Chura” - tak rozpoczyna się recenzja albumu „Messes” na portalu Soundrive.pl i faktycznie trudno nie odnieść wrażenia, że Chura ma w sobie wyjątkowo dużo luzu i beztroski, na bazie których tworzy prostą, choć niepozbawioną treści muzykę. Podobno w Michigan Churę zna każdy, kto interesuje się muzyką niezależną. Od lat grywa w przeróżnych zespołach i klubach całego stanu, a przy okazji organizuje także... wieczorki karaoke. Dopiero niedawno, pod wpływem silnych przeżyć emocjonalnych związanych z utratą bliskiej osoby, zdecydowała się jednak nagrać debiutanckie wydawnictwo. Wbrew pozorom nie jest to materiał ponury i wyciszający, w przeważającym stopniu zmusza do bezwiednego podrygiwania przy kolejnych folkowo-rockowych, lo-fi hitach.

Job Karma

Wrocławski projekt audiowizualny założony w 1997 roku. Grupę tworzą Maciej Frett i Aureliusz Pisarzewski, a za stronę wizualną odpowiedzialny jest Arkadiusz Bagiński. Zespół wywodzi się ze sceny post industrialnej, ale z każdą kolejną płytą muzycy poszerzają swoje kompozycje na coraz szersze pole mrocznej elektroniki - od ambientu przez techno po dark wave i EBM. Jeden mianownik pozostaje wspólny - ich muzyka, jak podkreślają krytycy, to film dla uszu. Jest bardzo plastyczna i obrazowa, stanowi idealną ścieżkę dźwiękową do nieistniejącej produkcji kinowej. W swoich sugestywnych występach na żywo łączą muzykę z elementami animacji i video artu, ukazując w nich relacje człowiek-maszyna i człowieksacrum, a także powolny upadek wszelkich wartości, kosztem postępującej komercjalizacji codziennego funkcjonowania jednostki i społeczeństw.

The Stargazer Lillies

Zespół żony i męża, Kim Field oraz Johna Cepa, wspieranych na koncertach przez perkusistkę Tammy Hirata. Wyjściową stylistyką jest dla nich shoegaze, ale skutecznie poszerzają jego definicję o naleciałości psychodeliczne, przez co przez wielu określani są jako połączenie The KVB z Pink Floyd. Nie obawiajcie się jednak kolejnego retro-zespołu naśladującego swoje ulubione grupy z czasów nastoletnich, The Stargazer Lilies patrzą w przyszłość, nie szukają określonego brzmienia, ale także sposobów na rozwijanie go.

Better Person

Solowy projekt Adam Byczkowskiego Better Person to syntezatorowe, duszne, jednocześnie zmysłowe i złowieszcze ballady. Pochodzący z Sopotu, a obecnie rezydujący w Berlinie muzyk doświadczenie zdobywał w takich zespołach, jak Kyst czy Pictorial Candi oraz w zespole Seana Nicholasa Savage’a. Od czasu wydania EPki „It’s Only You” w 2016 roku koncertował w Europie i w Ameryce Północnej u boku między innymi Wild Beasts, Timber Timbre, Tops, Weyes Blood czy Molly Nilsson oraz na festiwalach SXSW, Pop Montreal czy Eurosonic. Obecnie Adam pracuje nad nowym materiałem.

Spaceboy

Bazują na syntezatorach analogowych i stylu retro-electro-pop, jednak nie boją się nowoczesnych brzmień i transujących rytmów. „The Spaceboy Experience” to spontaniczna podróż. Programowane na żywo bitmaszyny łączą się z organiczną energią żywych instrumentów. Narracja live i innowacyjne podejście do roli wokalu w piosence utrzymuje stały poziom kontaktu z trzecim okiem widza. Grupa jest gotowa do nagrania dwóch płyt długogrających: „Trzecie Oko Pana Kleksa” i „Inne Bajki” oraz dwupłytowego albumu Live.

Soundrive Fest to jeden z nielicznych polskich festiwali promujących młodą muzykę alternatywną. Impreza odbywa się w klubie B90, który mieści się w industrialnej przestrzeni Stoczni Gdańskiej. Klub oprócz surowego, fabrycznego wnętrza, znany jest z doskonałej akustyki i oprawy świetlnej – funkcjonuje tu jeden z najlepszych w Polsce systemów nagłaśniających i oświetleniowych. Dodatkową atrakcją są dwie sceny aranżowane specjalnie na Festiwal w fabrycznych halach W4 i B64.