Niebywałą rzeczą, może być fakt, że Wasza brzydka koleżanka z podstawówki, jest teraz miss piękności, lub książka, którą kiedyś czytaliście i według Was była totalnie zrąbana, nagle otrzymuje kolejne nagrody. Możecie wtedy powiedzieć, „Niebywałe”. Oczywiście podejść należy do tego tematu z odpowiednim dystansem.

Muzycznie idzie to troszeczkę inaczej. My sami jako słuchacze i zarazem klienci, pragniemy być zaskakiwani i obdarzani czymś co przerasta nawet nasze najśmielsze oczekiwania. Z grona albumów, które w ostatnim roku zrobiły na mnie kolosalne wrażenie, pozostaje bez wątpienia „Marmur”, od projektu Taco Hemingway. A potem długo, długo nic. Często się zdarza, że nasi rodzimi artyści podchodzą do pojęcia „album długogrający”, dosyć wybiórczo. Dostarczają nam krążek bez opowieści, bez tła, praktycznie nagi. Nakręcą klip do jednego utworu, który akurat został singlem promującym wydawnictwo. I tu się kończy pomysł. Oczywiście dobrze opłacane komercyjne stacje radiowe, łapią to jak pelikan. I co wtedy? … No nic szczególnego. Czekamy rok na kolejną płytę tego artysty. Powtarzamy schemat i mamy hit roku, do którego z czasem zostaje przyklejona łatka albumu roku.

Tym bardziej jest mi miło, kiedy mam okazję usłyszeć coś stworzonego przez pasjonata-pasjonatkę. Wejście w inny świat lub zagłębienie się w historie wymaga ode mnie skupienia, uwagi. Czuje, że czas, który poświęcam na przesłuchanie płyty, nie jest czasem straconym. Mało tego. Mam wrażenie, że buduje się we mnie doza wdzięczności, która chciałbym przesłać danemu artyście.

Takie uczucie towarzyszyło mi, wsłuchując się w nową kompilację Piotra Bejnara o nazwie „Album”. Przekora w tytule pozwala zauważyć, że mamy do czynienia z czymś więcej niż z EP. Otrzymaliśmy bowiem, pełnoprawny długogrający album, składający się z 12 utworów. Z całą pewnością materiał przygotowany przez Piotra nie jest łatwy w odbiorze i nie jest przeznaczony dla każdego. Podejrzewam, że nie usłyszymy go u Cioci na imieninach. No chyba, że mieszka w Białymstoku i kultywuje rodzimej produkcji „Pozdro Techno”. Piotr to jedna z najbarwniejszych postaci na naszej scenie, który od lat żywiołowymi występami udowadniał, ile ma w sobie artystycznego szaleństwa. Każdy zastanawiał się, ile z niego zawrze na debiutanckim krążku. Ten wreszcie nadszedł, 7 lat po pierwszych wydanych utworach.

Dziecko „Otake Records”, to projekt zamknięty. To znaczy, jest początek, wejście w historie. Z czasem trochę luzu. Delikatny flirt. Powrót do korzeni. Na pożegnanie, otrzymujemy dwanaście pocałunków. Subtelna melodia, która obwieszcza koniec. „Chciałem, żeby to było spójne a zarazem zaskakujące i różnorodne. Albumy typu „umcyk umcyk” od początku do końca to nie moja bajka. Album musi mieć charakter opowieści, jakiegoś przekazu – tak o swoim debiucie mówił Piotr dla portalu muno.pl. Album, jest bez wątpienia „Niebywały”. Pomimo, że autor kazał nam długo czekać na swoją płytę, nie możemy być zawiedzeni. Płyta dostarcza wielu wrażeń. Także, dzięki temu, że możemy na niej usłyszeć szeroki wachlarz osób, zaczynając od Weroniki Dziedzic, przez Panią Krystynę Czubówną, kończąc na Angelinie Nortowskiej.

I teraz pewnie nasuwa się Wam pytanie, co z tą koleżanką? Pewnie pachnie owocami...