W dzisiejszych czasach ciężko jest się obejść bez muzyki. Większość z nas wychodząc z domu wraz z trzaśnięciem drzwi zaczyna rozplątywać swoje słuchawki, które po raz kolejny w magiczny sposób splątały się na wszystkie możliwe sposoby, ale kiedy już się z nimi uporamy odpalamy swoją ulubioną playliste i spokojnie zmierzamy w swoją stronę.

W erze zdominowanej przez bezprzewodowe odtwarzacze zaczynamy zapominać o tym jak dawniej słuchano muzyki. Przyznam się, że nawet ja rzadko się nad tym zastanawiałem dopóki nie natknąłem się na strychu na pudło z winylami wszystkie w oryginalnych okładkach, prawdziwe „perełki” - Black Sabbath, Judas Priest, Iron Maiden, Dżem, Breakout oraz wiele innych. To znalezisko skłoniło mnie do zagłębienia się w historię czarnego krążka.

Zanim powstała płyta.

U zarania historii przemysłu muzycznego płyty wcale nie były płytami. Wszystko zaczęło się na przestrzeni dwóch ostatnich dekad XIX wieku, kiedy to Thomas Edison i jego Firma Edison Records zaczęła produkować fonografy, które odtwarzały muzykę z tzw. woskowych cylindrów. Cylindry miały ok. 10.16cm długości i średnicę nieco ponad 5cm . Na początku mieściły zaledwie 2 minuty muzyki. W późniejszych latach były to 4 minuty i 45 sekund. Tak jak w przypadku płyt, dźwięk na cylindrach zapisywany był w zlokalizowanych na jego zewnętrznej powierzchni rowkach. Cylindry były dominującym nośnikiem muzyki aż do początków pierwszej dekady XX wieku. Coraz większą popularność zdobywała wtedy rozwijana przez Emile’a Berlinera i Eldridge’a Johnsona koncepcja płyt. To właśnie ten pierwszy zaczął nazywać urządzenie do ich odtwarzania - gramofonem. Wkrótce na rynku pojawiły się pierwsze płyty - o średnicach 5, 10 i 12 cali. Jakość ich dźwięku była słaba i mieściły tylko kilka minut muzyki. Mimo tego firma Berlinera - Victor Talking Machine Company, ostatecznie wygrała wyścig formatów i cylinder z końcem lat 20 ustąpił miejsca płycie.

Płyta winylowa

Na początku płyty produkowane były z przeróżnych materiałów. Pojawiały się krążki z kauczuku, z tektury obtoczonej celulozą bądź plastikiem zwanym Durium. Jednak formuła oparta na szelaku (rodzaju żywicy) stała się standardem. Co ciekawe, wytwórnie płytowe już wtedy dodawały do płyt węgiel, by uzyskać czarny kolor. Stwierdzono, że oryginalny brązowy był mało atrakcyjny. Płyty z tego materiału miały swoje dobre i złe strony. Podstawowym problemem była ich kruchość. Niestety, na upadek ze sporej wysokości reagowały mniej więcej tak jak talerze. Dodatkowym problemem był szum powstający podczas kontaktu igły z grubą powierzchnią płyty. Jeśli chodzi o zalety to ich twarda struktura sprawiała, że rzadko się rysowały.

Po drugiej wojnie światowej przemysł muzyczny doczekał się pewnych innowacji - zmieniono tworzywo z którego produkowano płyty na polichlorek winylu któremu zawdzięczamy dzisiejszą potoczną nazwę „winyl”. Konkurujące miedzy sobą dwie wytwórnie Columbia Records i RCA Victor wypuściły płyty obracające się z rożną prędkością: 33 i 1/3 obrotów na minute (Columbia Records) oraz 45 obrotów na minute (RCA Victor).

Przez pierwsze lata użytkowania nowych formatów dominowały dwa rodzaje nośników. Pierwszym z nich był 12-calowy winylowy krążek obracający się z prędkością 33 i 1/3 obrotów na minutę . Drugim był 7-calowy krążek grający przy prędkości 45 obrotów na minutę . Ostatecznie, jak wiemy, zwyciężył ten pierwszy. 7-calówki okazały się jednak idealnym formatem do singli które znalazły swoje zastosowanie w szafach grających.

Winyle zdominowały rynek muzyczny aż do połowy lat 80. Prawdopodobnie największą ilością sprzedanych płyt w wersji winylowej mógł by się pochwalić (gdyby jeszcze żył) Michael Jackson i jego album Thriller - oficjalne statystki podają liczby miedzy 55-65 mld sprzedanych egzemplarzy. Zaraz za nim w rankingu jest AC/DC z „Back in Black” i Pink Floyd oczywiście z płytą „The Dark Side of the Moon” zarówno płytę AC/DC jak i Floydów szacuje się na około 50mln sprzedanych egzemplarzy.

Koniec ery winylu?

Wprowadzenie w 1982 roku tańszych płyt kompaktowych spowodowało jednak ich niemal całkowite wyparcie z rynku. Niewielkie krążki CD stały się nowym standardem. Wytwórnie muzyczne rezygnowały z tłoczenie czarnych płyt ignorując opinie nielicznych audiofilów, przekonujących o wyższości brzmienia analogowego nad cyfrowym. Produkcję winylów kontynuowano tylko w niewielkim stopniu - na potrzeby DJ-ów i głównie z muzyką dance. W końcu jednak także ci ostatni coraz częściej wymieniali winyle na sprzęt cyfrowy. Liczni przekonywali, że płyty winylowe wkrótce oglądać będziemy w muzeum... Kilka lat temu coś się jednak zmieniło.

Od roku 2007 notuje się stały wzrost sprzedaży płyt winylowych, ciężko jednoznacznie stwierdzić czym ten wzrost jest spowodowany. Niektórzy twierdzą, że odpowiadają za to fani muzyki, którzy preferują wysoką jakość dźwięku płyty winylowej w stosunku do muzyki odtwarzanej przez głośniki komputerowe lub słuchawki. Inni że jest to chwilowy boom i moda, chociaż ci pewnie powoli wycofują się z tego stwierdzenia. Moim zdaniem winyl ma po prostu swoją duszę daje inne odczucia niż piosenki puszczane z bezprzewodowych odtwarzaczy. Winyl jest czymś namacalnym i chyba za tym najbardziej tęsknią prawdziwi fani muzyki.

Ile płyt winylowych sprzedaje się dziś na świecie?

Podczas kiedy w 2012 sprzedaż płyt w formie fizycznej spadła o 5%, sprzedaż samych winyli wzrosła aż o 18% jak podaje IFPI w 2012r płyty winylowe przyniosły na świecie ok. 177 mln dolarów dochodów. Podkreślam, że liczby te wciąż rosną i zapowiada się iż ta tendencja będzie się utrzymywać.

W czarnych krążkach zamknięty jest kawał historii muzyki, mam nadzieję że historii która będzie toczyć się dalej i nigdy nie zostanie zamknięta za szybami muzeum.