Świat cybernetycznych istot coraz bliżej. 31 marca do polskich trafi długo wyczekiwany „Ghost in the shell”. W głównej roli zmysłowa Scarlett Johansson, która zmierzy się z rolą cyborga. Czy fani anime pokochają nowe wcielenie klasyki?

Przeniesienie mangi rysowanej przez Masamune Shirow ze świata anime do pełnoprawnego srebrnego ekranu, dla wielu wydawało się czymś niemożliwym. Zadania tego podjął się Ruper Sanders znany m.in. z filmu „Królewna Śnieżka i Łowca”. Choć dokonania filmowe Sandersa nie powalają, to fani wstrzymują oddech i wierzą, że nowe wcielenie „Ghost in the shell” odda wiernie styl i magie pierwowzoru. Szykując się na kinowe widowisko, spróbujmy raz jeszcze spojrzeć na obraz z 1995 roku.

„W niedalekiej przyszłości korporacje łącznościowe sięgnęły gwiazd, a elektrony i światło płyną poprzez wszechświat. A jednak postęp komputeryzacji nie zlikwidował jak dotąd podziałów narodowych i rasowych...”

Na „Ghost In The Shell” świat anime czekał dosyć długo. Film o którym było głośno na kilka miesięcy przed premierą kinową. Obraz Mamoru Oshii osiągnął niespotykany dotychczas w anime budżet 10 milionów dolarów. W oryginale „Ghost In The Shell” był mangą rysowaną przez Masamune Shirow - jednego z najpopularniejszych japońskich rysowników.

Fabuła filmu opierała się na niedalekiej przyszłości, gdzie świat technologii na dobre wkroczył w świat istot żywych. W przyszłości wielkie miasta otacza potężna sieć komputerowa, do której mogą przenikać specjalnie przygotowane do tego androidy, ludzie posiadający cybernetyczne udoskonalenia. Niektórzy z nich posiadają w sobie coś, co czyni ich obiektami z tak zwaną duszą. Dusza to z kolei bardzo trudny do zdefiniowania i opisania element ludzkiej osobowości. Pozwala odróżnić żywe istoty od tych, które są tylko wytworem Sieci. Główną bohaterką filmu jest zmodyfikowana kobietą-cyborg, posiadająca wspomnianą duszę. Major, czyli Motoko Kusanagi jest oficerem elitarnej jednostki Shell Squad, która jest częścią Sekcji 9 (zwalczanie przestępczości sieciowej). Pomaga jej wierny partner i przyjaciel Bateau i prawie w pełni ludzki Togusa (posiada jedynie wszczepiony do mózgu implant, pozwalający mu komunikować się z innymi). Wszyscy wspólnie zostają wplątani w tajemniczą intrygę, która kryje się pod kryptonimem - Projekt 2501. W rzeczywistości ścigają groźnego przestępcę pod pseudonimem „Władca Marionetek” („Puppet Master”), który włamuje się do sieci i hakuje dusze. Zyskał sobie taki przydomek, ponieważ „marionetki” które opanował, nieświadomie dokonują różnych przestępstw sieciowych z rozkazu swego pana. W końcu okazuje się, że „Władca Marionetek” nie jest zwykłym człowiekiem czy jakimś programem (jak się wszystkim wydaje), lecz prawie w pełni wykształconą, nową formą życia. Główna bohaterka podłącza się do ciała cyborga, w którym zamieszkuje „Władca”, pragnąc zajrzeć w głąb jego duszy. Końca filmu nie należy zdradzać, szczególnie tym którzy nie widzieli się obrazu Mamoru.

Film jak na tamte czasy, był niezwykle nowoczesny i zarazem technicznie dopracowany do najmniejszego szczegółu. Animacja w filmie jest rewelacyjna, momentami dająca niesamowite wrażenie rzeczywistości. Postacie, bronie, wygląd miasta, samochody, strzelaniny - jednym słowem wszystko. W wielu mangowych pismach znawcy anime piszą, że jest to najlepsza animacja, jaką widzieli w życiu. Udało się to osiągnąć dzięki zastosowaniu animacji cyfrowej, która daje więcej możliwości niż zwykła (analogowa). W filmie widać to szczególnie we wszystkich scenach z użyciem przez postacie kamuflażu termooptycznego. Całą opowieść dopełnia genialna i bardzo klimatyczna muzyka Kenji’ego Kawai.

„Ghost In The Shell” to z pewnością dawka dobrego kina i jak na tamte czasu nowego spojrzenia na świat anime. Z pewności można dojść do wniosku, że wraz pojawieniem się obrazu Mamoru, świat docenił kunszt i styl anime, jako pełnoprawnego obrazu filmowego.