Pojęciem design określamy wiele rożnych przedmiotów, których łączy obecnie jedno: wysoka cena. Bo - jak zauważa Marcin Wicha, autor “Jak przestałem kochać design” - „design ma jedno zadanie: uzasadniać cenę.”

Design jest wszędzie. Z wyjątkiem szpitali publicznych i nieergonomicznych szkolnych ławek, otacza nas niemal z każdej strony. Designerskie są meble, lampy i dywany. Designerski jest sprzęt AGD, poczynając od kultowej wyciskarki P. Starcka po szczoteczkę do zębów (również Starcka). Designerskie są ubrania i budynki .

Książka Wichy „Jak przestałem kochać design” to zbiór krótkich, napisanych pełnym humoru stylem szkiców o świecie, widzianym - z jednej strony - oczyma zawodowego grafika i designera, z drugiej zaś - syna znanego architekta o wyrazistej, nie znoszącej sprzeciwu osobowości, wyznaczającego całej rodzinie kanony piękna, granice kompromisu, poza która zaczyna się szmira i tandeta, nie mająca wstępu do domu Wichów.

"Słowo design zaczyna być synonimem czegoś wymyślnego, drogiego, snobistycznego, i zupełnie w życiu nieprzydatnego... "

„Jak przestałem kochać design” pełna jest przykładów swoistego rozdwojenia jaźni w świecie wzornictwa, które będąc w coraz większym stopniu na usługach lobby marketingowego, odkleja się od praktycznych potrzeb użytkownika tych przedmiotów. Słowo design zaczyna być synonimem czegoś wymyślnego, drogiego, snobistycznego i zupełnie w życiu nieprzydatnego, a przestrzeń naszego życia wypełniają reklamowe potworki, pokrzykujące w nasza stronę fontem Typopolo.

W takim kontekście książka Wichy minimalistyczna, prymitywna wręcz, lecz gustowna okładka, wyróżnia się spośród suto pokolorowanych propozycji księgarskich, co - o ironio! - może przysporzyć jej dodatkowej popularności.

„Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy to książka o urnach i o tym, dlaczego według branży pogrzebowej Polskę zamieszkują dwa rodzaje ludzi – chrześcijanie i przedstawiciele sekty florystów. O drewniakach i klockach Lego, o ojcu autora, który nie wpuszczał brzydoty za próg, ale tez o polskiej szkole plakatu.

Zanim jednak prowadzeni za rączkę spojrzymy surowym okiem na własne otoczenie, pokój, dom, ulice czy miejsce pracy, zaopatrzmy się w designerskie różowe okulary. Wstrząs, którego możemy doznać zobaczywszy rzeczy takimi, jakimi widzi je Wicha, może okazać się niebezpieczny dla naszego poczucia dobrostanu. Warto jednak zaryzykować i książkę Marcina Wichy przeczytać, do czego gorąco zachęcam, gdyż (podobnie jak autor): „nie tęsknie za socjalistycznym wzornictwem. Tęsknie za tęsknota. Za znaczeniem, które przypisywałem kiedyś słowu design. Za wiara w przedmioty”.